Dwanaście groszy, tylko nie płacz, proszę…
Jeśli dzwoni ktoś, kto ma w domu psa sztuk jeden, to normalna sytuacja. Jeśli odzywa się ktoś, kto ma dwa czworonogi szczekające (obywateli miauczących nie biorę pod uwagę), to również zdziwienia nie ma. Natomiast cztery psy pod jednym dachem to fakt godny zauważenia. Jeśli na dodatek wszystkie cztery są zgłaszane do pielęgnacji, to w oczach zapalają się dolarki.
Właśnie dolarki a nie duże dolary zapaliły mię się czasu onego. Pałając bowiem chęcią podprowadzenia klientów konkurencji i mając na uwadze zgłoszony hurt, a nie detal, zaproponowałam ceny dumpingowe. O nie, nie przyznam się jakie, bo do dzisiaj się wstydzę.
Klient po drugiej stronie słuchawki rozpaczliwie tłumił entuzjazm, bo gdyby się wykryło, jak bardzo mu ta cena pasuje, mogłabym na przykład wpaść na bardzo brzydki pomysł podniesienia stawki. Nie wpadłam na to jednak i los sobie zakpił ze mnie strasznie.
Jeśli chcesz, by cię szanowano, musisz się cenić, nie ma bata. Zasada stara jak świat, a ja w XXI wieku odkryłam ją na nowo. Klient poczuł się pewnie (między wierszami pogroził mi paluszkiem, że może jednak zwiać do tej konkurencji, niech więc lepiej nie marudzę) i zaczęła się polka z przekładaniem terminów, dzwonieniem, odwoływaniem, przywoływaniem i jeszcze z piętnaście spraw po drodze wyszło, zanim w końcu zabrałam się za robotę.
A kiedy w końcu się zabrałam, okazało się, że znaczący procent stada jest tak skołtuniony, że po długim czasie męki pozostaje tylko zgolić czworonogi na przysłowiowe zero. Wszystkie cztery psy były strzyżone po raz pierwszy, wszystkie cztery miały sierść do ziemi. Cud, że były spokojne i anielsko cierpliwe. Za tę cierpliwość mają zapewne kanonizację in spe, bo zanim rozczesałam wszystkie osobniki….
Wściekła na siebie zakończyłam robotę, zwinęłam sprzęt i w drodze do domu, wracając na tarczy, przeżuwałam porażkę. Klient – jak mi wybujała empatia tudzież wyobraźnia podpowiadała – nie był zadowolony z rezultatów mojej walki.
Człowiek uczy się na błędach, a saper uczy się tylko raz. Saperem groomerskim jestem, eksplozja o mało nie urwała mi morale. Nigdy więcej promocyjnych cen uzależnionych od ilości stada. I tak będą musieli zadbać o wszystkie osobniki, a z taką ilością zwierzyny na raz ciężko jest wybrać się na wycieczkę do salonu. Na raty jeszcze gorzej (koszmarna przerwa w życiorysie). To ja więc mogę kiwać paluszkiem.
Tydzień później dowiedziałam się, że moja konkurencja postanowiła pożegnać się z branżą. Wygląda na to, że na własne życzenie oskubałam się o X złotych i wykonałam robotę grubo poniżej jej rzeczywistej wartości. Nigdy więcej. Never.





Tak takie sytuacje to pokusa dla każdego groomera i na pocieszenie dodam,że też uległam………..Pozostał próżny żal po szkodzie!