O zbyt żywotnym duchu konkurencji

by kruszyzna on 27 sierpnia 2011

Moja bezpośrednia konkurencja parę miesięcy temu postanowiła nagle zwinąć żagle i rozstać się z branżą. Umarł król, niech żyje król, można by powiedzieć. Zostałam jedynym groomerem „na dzielni”. I to tuż przed wiosennym szczytem strzyżenia! Gdybyż to życie było takie proste! Konkurencja (już była) nadal w pewien sposób wpływa na mnie za sprawą klientów, którzy najpierw chodzili tam, a teraz przychodzą do mnie (a takich jest większość). Innymi słowy jej duch nadal nawiedza mnie z branżowych zaświatów. Mam pecha. Nie odnotowałam ani jednej osoby niezadowolonej ze świadczonych przez nich usług.

To wpływa dwojako. Z jednej strony zmusza mnie do dawania z siebie non stop stu procent moich możliwości. Muszę, po prostu MUSZĘ okazać się lepsza. Dobry kop nie jest zły. Tak jakoś się składa, że trudności działają na mnie jak płachta na byka i zawsze staję do walki, nigdy nie odpuszczam, a jeśli wracam na tarczy, nigdy tanio skóry nie sprzedaję. No a poza tym to najlepszy sposób na przenoszenie umiejętności na coraz wyższy poziom. Fajowo.

Z drugiej strony jednak klienci, którzy czasem przez wiele lat chadzali do siedziby konkurencji, przenoszą na mnie swoje przyzwyczajenia. Jakie? Wszelakie. Począwszy od niezłomnej decyzji pozostawania z pupilem podczas strzyżenia, co najczęściej wpływa na psa tak, że spokojne zazwyczaj zwierzę prezentuje galopujące ADHD („może źle się tu czuje? U TAMTYCH pań był ZAWSZE taki spokojny…” – czytaj: zachowywał się tak samo, ale one były dwie, a ja jedna), przez sposób strzyżenia („a on był zawsze strzyżony jedenastką” – pominę drobny fakt, że ostrze o takiej numeracji nie istnieje), aż do przyzwyczajeń cenowych („ale ja za yorka 40 zł płaciłam!” – no nie, u mnie tak pięknie nie będzie).

I bądź tu, cholera, mądry i asertywny jednocześnie. Jak przestawić klienta na „nowe”? Przekonać, że nie może spodziewać się tego samego, ale może liczyć na lepsze? Że inaczej nie znaczy gorzej? Że ktoś ma rozwiązania, które warto zastosować? Że po prostu nie będzie tak, jak było i już. Przekabacić i nie stracić. To jest sztuka. Tak zaproponować inność, żeby mu się spodobała i zapragnął tę inność powtarzać aż do w krew wejścia. Nie zawsze będzie sukces, to pewne. Jeszze się taki nie narodził, któryby wszystkim dogodził. Duch konkurencji chichocze co prawda wcale dziarsko, ale ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. A to ja działam.

A konkurencji (już byłej) pragnę niniejszym serdecznie pomachać. I wasze zdrowie! Chlup :)

One Response to “O zbyt żywotnym duchu konkurencji”

  • Basia pisze:

    Osoba która pisze ten blog to moja bratnia dusza!!
    Nie wiem jak to się stało ale te teksty są wyjęte z mojej głowy! Dziękuję!Do tej pory słyszałam tylko słodkie kwilenie na temat groomingu ani słowa prawdy o twardej rzeczywistości!Przywracacie mi wiarę w ludzi!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>