Pies w samochodzie
- Pani wie, jak on lubi podróżować? – chwali klientka swojego miniaturowego yorka.
- Lubi? To fajnie.
- Oj, lubi! Jak tylko ruszamy, to on hop, na tylną półkę w samochodzie. A potem przechodzi do przodu i siada mi na kolanach.
- A nie wskakuje kierowcy pod nogi? – pytam.
- Nie, bo przecież to ja prowadzę.
Typowy obrazek. Na początku przy słuchaniu podobnych rewelacji miałam oczy jak talerze, potem oczy jak pięć złotych, potem jak groszówki, a teraz nic mnie nie rusza. Jeżdżenie z psem luźno latającym po aucie to polska norma. Niezwykle niebezpieczna polska norma.
Z przewożeniem psa w samochodzie jest dokładnie tak samo jak z przewożeniem każdego innego pasażera. W momencie zderzenia bezwładne ciało posiada ogromną energię i jego, jakby to powiedzieć, „odczuwalna” masa natychmiast drastycznie wzrasta. Nie ma się co łudzić. Nie utrzymamy małego pieska na rękach, nie tylko dlatego, że odruchowo nam te ręce polecą do przodu i wcale nie będziemy pamiętać o tym, żeby je przycisnąć do siebie, ale też dlatego, że dwukilowy yorczek w chwili zderzenia będzie ważył prawie 100 kg! Tak potężną zyska energię. Nie utrzymasz, człowieku, stu kilo, choćbyś nie wiem jak chciał.
Pół biedy, jeśli taki piesek wylatuje przez przednią szybę. Wtedy oczywiście ginie, więc marny jego los, ale przynajmniej nie uczyni większych szkód wewnątrz samochodu. Bywa jednak, że człowiek może takim latającym psem po prostu oberwać. A piesek, jeszcze raz podkreślę, w chwili wypadku swoje waży. W efekcie nasz własny podopieczny może nas wbrew wszelkiej woli i nieświadomie zabić.
Im pies większy, tym większa jego masa podczas wypadku. Dorosły człowiek siedzący na tylnym siedzeniu potrafi w takim momencie ważyć 3 tony! Pies rasy dużej lub olbrzymiej, na przykład nowofunland, będzie więc ważył tyle samo.
Niezwykle ważna jest więc jedna zasada: pies to też pasażer. Każdy pasażer musi mieć zapięte pasy. Czy są pasy bezpieczeństwa dla psa? Oczywiście. Ja mam takie:
Zdjęcie z alejka.pl
To znakomite szeleczki, które można używać również podczas spacerów. Na górze zapinane na klamrę, na dole umacnianie. Posiadają specjalny „dyngs” do wpięcia tak jak się to robi z pasem bezpieczeństwa. Pies jest ustabilizowany, nie łazi po aucie, nie przeszkadza kierowcy, a w chwili wypadku możemy być pewni, że nie oderwie nam głowy, kiedy będzie przelatywał do przodu.
Wożenie zapiętego psa ma również inny walor. Uczepię się już tego wypadku jak (nomen omen) rzep psiego ogona. Nawet jeśli obrażenia są niegroźne, trzeba pamiętać, że zwierzę wpada w panikę. Reaguje wtedy w dwojaki sposób: albo ucieka pierwszą możliwą dziurą (a dziur w rozbitym aucie nie brak), albo staje się agresywne. Jeśli ucieknie, możemy go już nigdy nie zobaczyć. Jeśli będzie agresywny, może utrudnić udzielanie nam i jemu pierwszej pomocy.
Niech każdy właściciel psa wyryje sobie na prywatnych tabliczkach rozszerzoną wersję dekalogu. Po jedenaste: nie będziesz przewoził psa luzem.







Witam, w końcu ktoś napisał coś naprawdę mądrego! Odkąd mam psa zawsze jeździ ze mną w aucie właśnie w pasach, to jest przede wszystkim dla jej bezpieczeństwa! I nie rozumiem dlaczego ktoś się dziwi jak o tym mówię jaką wagę do tego przywiązuję, przecież równie dobrze oni też mogą jeździć bez pasów czemu tylko ich pupil. Moja sznaucerka jest członkiem rodziny i jej stratę przez głupotę przy wypadku bez zapiętych pasów przeżyłabym równie boleśnie jak np siostry.
Właściciele WŁĄCZNIE MYŚLENIE I ZACZNIJCIE UŻYWAĆ PASÓW DLA SWOICH PUPILI!!!