Poczet klientów polskich

by kruszyzna on 4 listopada 2011

Pies, jaki jest, każdy widzi. Przeróżny. Bywa na tyle mały, że po przejechaniu maszynką przez grzbiet połowę roboty mamy z głowy. A bywa i taki, że jak nam się, pardon, uwali na podłodze, to możemy go co najwyżej pokornie prosić, żeby raczył powstać z płaskich. Są psy skołtunione i są zadbane, są oazy spokoju i są jednostki z galopującym ADHD. Groomer, który styka się z czworonogiem, musi być przygotowany na wszystko, a dzień, w którym podejdzie rutyniarsko do danej rasy, może być początkiem okresu schyłkowego w jego karierze.

Tak samo jest z właścicielem. Pozwolę więc sobie na przedstawienie kilku podstawowych typów, z którymi, drodzy bracia w maszynce, możecie się spotkać. Uwaga, uprzedzam. Wszystko pisane jest z przymrużeniem oka. Zalecany dystans do siebie i zrobienie kawki :)

Klient – terminator

Klient wchodzi do salonu i pierwsze, o czym cię informuje, to to, że ma pozwolenie na broń i ma tę broń przy sobie. Nie wiadomo, czy w domyśle traktować to tak, że jak opitolisz mu psa, to nie zechce przypadkiem zrobić użytku ze stanu swego posiadania czy też raczej zaznacza, że w przypadku nagłego napadu zbrojnego stanie w twojej obronie. A może tylko chciał cię zmobilizować, byś dał z siebie wszystko?

Klient – pomocnik

Klient pozostaje przez cały czas w salonie i żadna siła na tej planecie go stamtąd nie wyciągnie. Nie jest jednak biernym obserwatorem, ale czynnie bierze udział w procesie wyprowadzania pupila na ludzi. Jak? Bierze nożyczki (twoje nożyczki) i poprawia po tobie, podążając za tobą krok w krok oraz skrupulatnie pokazuje ci wszystkie odstające włoski.

Klient – przyczajony tygrys, ukryty smok

Pies w obecności klienta okazuje się jednym wielkim kłębkiem nerwów i strzyżenie idzie jak po grudzie. Proponujecie klientowi, żeby zostawił was sam na sam z czworonogiem, bo prawdopodobnie pies będzie zachowywał się inaczej. Klient nie dowierza, ale koniec końców wychodzi. Nie odchodzi jednak daleko, ale siada w samochodzie na przeciwko waszego salonu i każdy wasz ruch obserwuje w lusterku wstecznym. Jego pies nie jest idiotą. Widzi człowieka i rzuca się jak wściekły. Klient wraca i z triumfalną miną stwierdza „a nie mówiłem?”.

Klient – tester

Ten typ człowieka jest doskonałym urządzeniem testującym groomerów. Za każdym razem strzyże psa w innym miejscu i nigdy nie jest zadowolony. Opowiada ci przed strzyżeniem, gdzie był i co widział (w sensie jak twój poprzednik jeden z drugim potwornie spierniczył robotę), i wychodzi na to, że wszędzie gdzie zawitał, było fatalnie. Podczas pracy oczywiście nie odstępuje cię na krok i rentgenowskim spojrzeniem przewieraca na wylot. Po strzyżeniu zachowuje wielce wymowne milczenie, tudzież niedawna perora zmienia się w półsłówka. Choćbyś stanął na rzęsach, nie wróci do ciebie, to pewne. A raczej wróci za parę lat, kiedy zrobi obszerne „kółko” i po prostu zapomni, że już u ciebie był.

Klient – widmo

Nigdy się nie pojawia, choć umawia termin któryś raz z rzędu. Zawsze jednak coś mu wypada i albo to on dzwoni, by o tym poinformować (chwalebne wyjątki), albo to ty do niego dzwonisz i dowiadujesz się, że jednak nie przyjdzie. O ile nie wyłączył komórki.

Klient – władca groomerów

Klient bardzo świadomy tego, że stanowi źródło twojego dochodu. Skrzętnie to więc wykorzystuje, wysoko zawieszając ci poprzeczkę. Klient taki uważa, że rozczesanie i doprowadzenie do stanu używalności psa należy do twoich obowiązków, w związku z czym sierść przyprowadzonego pupila pozostaje dziewiczo nietknięta grzebieniem. W końcu od tego jesteś, żeby się z psem uporać. Po części tak jest, ale efektem przyjętej postawy jest to, że pies fatalnie znosi zabieg czesania i strzyżenia, bo nie jest do tego przyzwyczajony. Poza tym reprezentuje klasyczny objaw skołtunienia i sfilcowania. Klient oczekuje od ciebie, rzecz jasna, fryzury niemalże wystawowej. Zastanów się, zanim zwrócisz mu uwagę, że posiadanie długowłosej rasy zobowiązuje.

Klient – krótkodystansowiec

Jest grupa klientów, która oczekuje, że ostrzyżesz psa w najgorszym wypadku w kwadrans. Jeśli już w pięć minut się nie da. Jeśli mówisz, że całość zajmie ci półtorej godziny, przewracają oczami i informują, że pani, u której ostatnio byli, zrobiła to samo w minut dwadzieścia, dając tym samym do zrozumienia, że jesteś żałosnym przykładem niekompetencji. Pytanie, dlaczego nie wrócili w poprzednie miejsce…

Klient – anioł stróż

Klient trafiający przed twoje oblicze zawsze jest płci męskiej. Płci żeńskiej jest natomiast jego anioł stróż. Klient – mężczyzna dokładnie przekazuje ci wytyczne „anioła”, po czym zostaje, by obserwować twoje poczynania. Na ogół jest bardzo sympatyczny. Anioł stróż z zadziwiającą regularnością w odstępach dziesięciominutowych dzwoni do mężczyzny i pyta, czy już. A jeśli nie już, to czy ta pani pamięta, że ma obstrzyc łapki, brzuszek nie za krótko, grzbiet na baranka, nosek gładko, uszka na okrągło, pazurki obciąć, dupka krótko i całość wyczesać? O nie, anioł nie pyta o to za jednym zamachem. Anioł skrupulatnie dawkuje dane.

Klient niezdecydowany

Klient podczas strzyżenia (którego jest świadkiem) co rusz zmienia koncepcję, wskutek czego strzyżesz psa coraz krócej. Na koniec stwierdza, że pierwotna wersja (najdłuższa) była najlepsza i niezadowolony wychodzi z salonu.

Klient – ideał

Wie, jaką rasę posiada, i dba o nią odpowiednio. Wie, jak wygląda strzyżenie, i nawet jeśli ci towarzyszy, jego obecność nie jest krępująca, a przyzwyczajone do zabiegów zwierzę stoi spokojnie. Wie, jak trudna jest twoja praca, i nie oczekuje niemożliwego. Tak, taki klient też się zdarza. Jaka szkoda, że tak rzadko :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>