Samodzielne wycinanie kołtunów – o jeden „ciach” za daleko

by kruszyzna on 12 grudnia 2011

Jak to się mówi? Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu? W kategorii trzech prawd Tischnerowskich tę zaliczę do kategorii pierwszej. Wiecie jakie są prawdy wg Tischnera? Jest mianowicie święta prawda, też prawda i g… prawda. I psów też się to tyczy. Konkretnie o postępowanie z ich sierścią mi chodzi. Jeszcze konkretniej o postępowanie ze złym sierści stanem. A już najkonkretniej rzecz jest o wycinaniu kołtunów.

Zacznijmy od tego, że psy ZUPEŁNIE nieskołtunione można policzyć na palcach jednej ręki. Kołtunienie sierści jest NORMALNE. Nawet mój pies ma kilka na brzuchu (ekhm, szewc bez butów chodzi?). Zawsze się coś tam nam zmierzwi, jest jednak ogromna różnica między psem, któremu coś tam się poplącze, a my z tym walczymy, i psem, któremu coś tam się poplącze i my z tym nie robimy kompletnie nic. Robić trzeba. Masz psa wymagającego strzyżenia i czesania? Trzeba go strzyc i czesać. I kropka. I walczyć z kołtunami. Walczyć jednak trzeba z głową.

Bardzo częstym zjawiskiem jest wycinanie kołtunów. Pies czesania nie lubi. Po co mamy męczyć zwierza? Wytnijmy to i owo, wilk będzie syty i owca cała. Wszystko dobrze, ale trzeba zwrócić uwagę na to, gdzie dany kołtun jest.

Jeśli na brzuchu – proszę bardzo, wycinamy do woli. Rozczesywanie ich jest dla zwierzęcia torturą. Poza tym brzuszek i tak się goli, a wyciętych miejsc nie widać.

Jeśli w innych miejscach – noooooo, tutaj trzeba się porządnie zastanowić. Wyciąć zawsze można, ale dokleić już trudniej.

Będąc więc młodą groomerką, przyszedł do mię sznaucer. Okaz zaiste piękny, doskonale zbudowany (dawno nie widziałam tak dobrze zbudowanego sznaucera), dawny bywalec wystaw. Bywalec miał ten problem, że skołtunion się stał. Problem numer dwa polegał na tym, że te kołtuny mu wycięto właśnie na zasadzie nadgorliwości, która jest gorsza i tak dalej.

Bywalec przed strzyżeniem

Spójrzmy na linię brzucha i tzw. firankę. Co widzimy w firance? Właśnie. Dziurę. Powiem więcej, okropne dziursko. Klient zażądał zachowania falbanki. I co ja niby miałam zrobić?

Poprosimy zbliżenie:

Katastrofa. Problem z gatunku mieć ciastko i zjeść ciastko. Jeśli już wycinamy kołtuny, musimy patrzeć, gdzie to robimy, inaczej zwiążemy groomerowi ręce. Falbanka to jednak nie wszystko, podobnie potraktowano łapy.

Pies miał piękną sierść i gdyby nie nadgorliwe potraktowanie tego i owego można byłoby uformować łapy we wzorcowe kolumny. Niestety. W niektórych miejscach włos ucięty niemalże przy skórze skutecznie przekreślił moje zamiary.

Dokleić się zatem nie da. Powstaje zatem problem, jak powiedzieć klientowi, że nie zrobimy tego, czego od nas oczekuje. Bo zrobić się nie da. Cóż, nikt nie obiecywał, że będzie prosto :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>