Gdzie zrobić kurs strzyżenia psów?

by kruszyzna on 28 grudnia 2011

Prościej powiedzieć, gdzie nie robić. Mogłabym nawet pokazać paluszkiem na mapie. Na przykład tam, gdzie ja robiłam. Obserwujemy prawdziwy wysyp ofert szkoleń groomingu. W urzędach pracy informują o nowym, ciekawym zawodzie, który można zdobyć. Dofinansowanie na takowy kursik można nawet zgarnąć. Jeśli zajrzymy do świata www, okaże się, że w naszym mieście (bo załóżmy, że mieszkamy w dużym mieście) możemy zaliczyć ze trzy takie kursy każdy w innym salonie.

Skąd ten szał? No właśnie. Kurs odbywa się W SALONIE strzyżenia psów. Nie w specjalnej szkole czy instytucji. W salonie. Salony starają się o dotacje na szkolenia i dotacje otrzymują. Inaczej mówiąc kursanci to istotny element budżetu danego salonu groomerskiego. W związku z tym niejeden stara się kursantów do siebie ściągnąć i, wierzcie mi, nie mają z tym najmniejszego problemu. W świadomości społecznej utrzymuje się pogląd, że groomer to gość, który wystarczy, że – pardon – pierdnie, a już zbiera kilkaset złotych. Po pół roku ma już skórę, furę i wypasioną komórę, nie wspominając o okazałym domiszczu, które buduje mu się pod lasem. Na kurs trzeba sobie poczekać, czasem dość długo (wszystko zależy od salonu) i trzeba za niego słono zapłacić. Problem w tym, że czasami oferowana usługa szkoleniowa jest kompletnie niewspółmierna do ceny, jaką się za nią płaci.

Jest więc tak, że salony zainteresowane są zyskiem, co jest oczywiście rzeczą najzupełniej zrozumiałą, bo po to w końcu istnieją. Mniej za to zależy im na porządnym wyszkoleniu młodych adeptów, ponieważ w przyszłości będą oni stanowić dla nich konkurencję. Fakt, spora część tych, którzy odbyli kurs, nie praktykuje potem w wyuczonym zawodzie, część zniechęca się niedługo po rozpoczęciu groomerskiej działalności, część (nawet spora) wyjedzie do Niemiec i Holandii, a przy raz obranej drodze trwa garstka, ale ta garstka w dalszym ciągu stanowi konkurencję. Zdarza się więc, że w salonie strzyżenia psów odwala się szkoleniową chałturę. Zgarniemy należną kasę i przy okazji nie zrobimy sobie kuku.

Na co potencjalny kursant powinien zwrócić uwagę, kiedy szuka miejsca do odbycia szkolenia? Na kilka spraw, ale zanim tę uwagę zwróci, musi wiedzieć, że szkolenie trwa w godzinach funkcjonowania danego salonu. Czyli najczęściej osiem godzin dziennie. Codziennie. No dobra, pięć dni w tygodniu. Ewentualnie w sobotę też, tylko krócej.

Dobra, ad rem, na co więc ma patrzeć?

  • Kursy trwające tydzień można sobie od razu odpuścić. Przez tydzień nie nauczymy się niczego, wierzcie mi. Dopiero liźniemy zagadnienie. Po dwóch tygodniach cały czas umie się zatrważająco mało, ale i tak więcej niż po tygodniu, a przy okazji nabiera człowiek większej wprawy w posługiwaniu się niezbędnym sprzętem.
  • Kursy trwające tydzień z możliwością bezpłatnego dokształcania w drugim tygodniu to zwykła ściema. Certyfikat otrzymujemy po tygodniu. W drugim tygodniu robimy za darmową siłę roboczą w salonie. Można sobie na ten drugi tydzień nie przyjść i nikt po nas nie będzie płakał. Zapłaciliśmy, papier jest, jesteśmy rozliczeni.
  • Kursy, w których na raz bierze udział więcej niż 4 osoby, omijamy szerokim łukiem. Opcja więcej niż 2 osób na raz dopuszczalna jest tylko wtedy, gdy salon jest duży i pracuje się na kilka stołów. Żeby w ogóle coś z kursu wynieść, trzeba DZIAŁAĆ. Jeśli stoimy i patrzymy, nie nauczymy się nic.
  • Kurs powinien trwać CO NAJMNIEJ dwa tygodnie po 8 godzin dziennie. To oczywiście wiąże się z ceną. Kursy bardzo tanie są podejrzane. Kursy bardzo drogie, a trwające nie więcej niż 2 tygodnie – też.
  • Powinna być i teoria, i praktyka. Kursy reklamujące się w stylu „stawiamy na praktykę, strzyżesz psy od razu, bez tracenia czasu na zbędną teorię” powinny wzbudzić podejrzenie. Prawdopodobnie posłużysz jako niewykwalifikowany pomagacz, a kończąc kurs i tak nie będziesz wiedział np. jaki sprzęt kupić.
  • Kurs powinien kończyć się egzaminem. I teoretycznym, i praktycznym. Otrzymanie certyfikatu powinno być uzależnione od zdania. Niestety certyfikat dostaje właściwie każdy. W końcu jeśli płacisz trzy bańki za kurs, to coś ci się należy, czyż nie?
  • Jeśli masz to szczęście mieszkać  w dużym mieście, w którym kurs można odbyć w więcej niż jednym salonie, to zanim wybierzesz „placówkę”, dowiedz się czegoś więcej o danym miejscu. Poczytaj opinie w internecie (zachowując wobec nich odpowiedni dystans oczywiście), zorientuj się, czy większość klientów jest zadowolona z danego salonu, czy też przeciwnie. Dowiedz się, czy strzygą koty, to ważne! Tacy klienci też będą do ciebie przychodzić.
Widzicie, jestem taka mądra, bo kurs, który ja odbyłam, stanowi antytezę porządnego szkolenia.
  • Trwał tydzień (z opcją bezpłatnego doszkolenia w drugim tygodniu).
  • Jakość materiałów pomocniczych była żałosna – jakiś wydruk komputerowy z kwiatkami typu „w tym miejscu wstawić obrazek jpg”.
  • Strzygłam prawie wyłącznie yorki. Fakt, zarabia się głównie na yorkach, ale powinno się wiedzieć, jak obstrzyc inne rasy, no bez jaj.
  • Gdybym nie przyszła do salonu z własnym psem (była taka możliwość), nie wiedziałabym, jak się strzyże sznaucery.
  • Nie dowiedziałam się nic o istnieniu różnych rodzajów ostrzy, nie miałam pojęcia, że są ostrza ceramiczne, znacznie lepsze od metalowych!
  • Nie powiedziano mi, jak wybierać maszynkę i czym się kierować. Nie przedstawiono mi oferty maszynek na rynku.
  • Nie powiedziano mi ani słowa na temat pielęgnacji ras dużych i olbrzymich – takie po prostu tam nie przychodziły.
  • Nie oświecono mnie, jak konserwować sprzęt – fundamentalna sprawa!!! Jedną z moich maszynek musiałam serwisować z powodu złej konserwacji! Nie dowiedziałam się ani słowa o preparatach do konserwacji i sposobach dezynfekcji sprzętu.
  •  Teorię potraktowano po macoszemu.
  • Na pytanie, jak obstrzyc inne rasy, odpowiadano „westa i shih tzu strzyżemy jak yorka”. Windows prawda.
  • Nie zająknięto się nawet na temat pudli, nie wspominając już o takich „ekstrawagancjach” jak setery, spaniele czy bernardyny.
  • Nie pokazano mi trymowania podszerstka, a trymowanie okrywówki pokazano źle.
  • Nie powiedziano mi o istnieniu wielu niezbędnych narzędzi groomerskich, takich jak furminator, finiszer (zwany też trymerem – chodzi o maszynkę wykończeniową) czy trymer grabkowy. Oni sami na tym nie pracowali – z perspektywy czasu oceniam to jako skandal.
  • Certyfikat otrzymywały nawet osoby, które po skończonym kursie dalej wykazywały się rażącą niewiedzą (strzyżenie westa ostrzem 10 – 1,5 mm – pod włos to po prostu zbrodnia (jedna babka przyszła na tydzień doszkalający i pochwaliła się, jak to umówiony klient – halo, a certyfikat? – przyszedł do niej i wyszedł z westem ogolonym na zero).
Efekt jest taki, że co prawda wybuliłam 2500 zł na szkolenie, ale tak naprawdę musiałam uczyć się po prostu na klientach. Trudna to była droga, pełna stresu. Zanim pojechałam do klienta (czy mówiłam już, że nie zająknięto się o wyposażeniu wyjazdowego groomera? Nie? No to mówię…), wertowałam internet w poszukiwaniu wskazówek odnośnie pielęgnacji danej rasy. Niedostatki szkolenia zaowocowały utratą kilku klientów – po prostu do mnie nie wrócili. Im dłużej pracowałam jako groomer, tym jaśniej widziałam, jak potworną chałturę odwalano w salonie. W dodatku od moich własnych klientów dowiedziałam się, że miejsce to cieszyło się raczej złą sławą (najdrożej w moim mieście i wcale nie tak rewelacyjnie). Prawie do wszystkiego dochodziłam sama metodą prób i błędów. Obyście mieli więcej szczęścia przy wyborze kursu. Tego wam gorąco życzę!

2 Responses to “Gdzie zrobić kurs strzyżenia psów?”

  • kyja pisze:

    oo, nie wiedziałam jak wygląda taki kurs. Fakt, właścicielom salonu nie zależy na hodowaniu sobie konkurencji, ale jakiś ogólny test wiedzy jest? a jakiś krótki kursik u weta do tego jest pt. „co zrobić, gdy zatnie się niechcący pieska podczas strzyżenia” lub jakieś abc zdrowia i rozwoju psa?

    • kruszyzna pisze:

      Takie abc postępowania w nagłych przypadkach na kursie jest i ja również to miałam. Ale faktycznie bardzo cennych wskazówek udzielił mi też weterynarz. Np. powiedział mi, na co zwracać uwagę przy stanie skóry danego delikwenta. I nie tylko. Dzięki niemu rozpoznałam u jednego z psów świerzb, co wcale nie jest takie najprostsze, bo może to wyglądać różnie i być podobne do np. uczulenia na jad pchli. Warto więc skumać się z jakimś wetem i przychodzić do niego po radę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>